Sowa (Eulenburg) [zn.]

Weekendowy ‚męski’ wypad z synem w Góry Sowie. Pierwszoplanowo odwiedzanie podziemnych obiektów kompleksu ‚Riese’. Wychodzimy z ‚Włodarza’ jeszcze przed południem. Podczas ‚lunchowej’ przerwy schodzę w rozmowie z synem na temat czy pod Wielką Sową powstawały podziemne budowle kompleksu czy nie? W pewnym momencie Młody mówi:

„Idziemy na Wielką Sowę”

Ja mu na to, że śladów podziemi pod Wielką Sową raczej nie znajdziemy, bo już wielu ich poszukiwało przed nami. Syn na to „Ale Wielka Sowa ma inne zapomniane tajemnice? Ja wiem, że wiesz – idziemy” 🙂 I nie mam wyjścia.  Pada na jedyny możliwy wybór – moja ulubiona trasa wejścia na Wielką Sowę – zielony szlak z Sokolca. Szlak, który prowadzi dawną główną drogą nieistniejącej już dzisiaj osady Eulenburg ( od roku 1888 Eulburg, Euldorfel, od roku 1945 Sowa).  

źródło mapy: deutschefotothek.de

W XIX wieku osada ta liczyła ponad 40 domów i ciągnęła się wzdłuż doliny.

źródło fotografii: dolny-slask.org.pl

 Dzisiaj wejście na szlak wygląda tak: Poszukujemy z synem śladów dawnej osady. Młody co chwila pokazuje na łące fragmenty murów domostw – zaczyna mu się tutaj podobać 🙂 Wchodzimy powoli w las. Oczywiście rozglądamy się dokoła. Mijamy miejsce, gdzie było schronisko „Müllermaxbaude” a po wojnie dom wczasowy „Lucynka”. Idąc dalej co chwila można dostrzec pozostałości zabudowań osady… … piwnic… … wejść do dawnych domostw. Naliczyłem ponad kilkanaście śladów domostw po dawnej osadzie ukrytych obecnie w lesie. Starałem sobie wyobrazić jak ta dolina dawniej wyglądała, musiało być tu naprawdę pięknie… Nawet się nie spostrzegliśmy kiedy dotarliśmy z synem do „Zosieńki”. A dalej? Dalej to już zatłoczone schronisko „Sowa” i nieprzebrane tłumy na szczyt Wielkiej Sowy. Tłumy nieświadome piękna i zapomnianych tajemnic zboczy tej pięknej góry….

Reklamy

Lucynka

Na zielonym szlaku od Sokolca do schroniska „Sowa”.

Kilka metrów od szlaku w zaroślach dostrzec można betonową płytę (50°39’58.0″N 16°28’52.5″E). Podchodząc bliżej …

… na płycie z prawej strony gryf pomorski i napis Szczecin,

z lewej natomiast herb z nieczytelnym napisem.

Z otrzymanej informacji od pana Majeranowskiego (dziękuję Marek!) jest to herb Bytomia.

Skąd taka płyta z herbami dwóch miast w tym miejscu?

W internecie znalazłem bardzo ogólne wzmianki o szczecińskim zakładzie pracy, który dzierżawił do lat siedemdziesiątych XX wieku domem wczasowym „Lucynka” tuż obok. Domem, który był przejętym w czasach Polski Ludowej na potrzeby wczasów pracowniczych, przedwojennym schroniskiem „Müllermaxbaude”.

Na początku 2016 roku dostałem informację od pani Eulalii, która prowadziła ‚ośrodki wczasowo-kolonijne’ na tym terenie o owych czasach:

„Za czasów PRL domy poniemieckie były „własnością” gminy i zarządzane przez FWP (Fundusz Wczasów Pracowniczych). Obiekty były oddawane w dzierżawę zakładom pracy z całej Polski. Domy wczasowe: „Lucynka” (który był obok powyższej płyty z herbami), „Marysieńka” (obecne schronisko „Sowa”), „Zosieńka” były dzierżawione przez kopalnię Szombierki, a od roku 1980 przez Kombinat Ogrodniczy z Wrocławia (do roku 1987)…

W czasach PRL-u w obiektach kolonijnych popularne było zaznaczanie obiektów herbami miast. W czasach funkcjonowania domów wczasowych było więcej takich herbów: Bytom, Szczecin, Kraków, Bielsko Biała, Katowice…”

Serdecznie dziękuję pani Eulalii za skontaktowanie się ze mną i dostarczenie tych kilku cennych wyjaśnień.

 


Lucynka

Schronisko Müllermaxbaude było uznawane za jedno z najpiękniejszych schronisk w Sudetach. Założone przez Maxa Müllera, całkowicie przebudowane z dawnego domu tkackiego w połowie lat 20 XX wieku. Miejsce wyjątkowe z racji położenia i klimatu tutaj panującego. Max Müller był pasjonatem Gór Sowich, mieszkał we Wrocławiu, marzył o wybudowaniu schroniska w wyjątkowym miejscu w Górach Sowich. Udało się spełnić te marzenie budując wyjątkową budowlę w samym sercu Gór Sowich u podnóża Wielkiej Sowy niestety zmarł nagle 9 kwietnia 1938 roku w swoim domu we Wrocławiu. Wspominany jako bardzo sympatyczny i skromny człowiek. Po jego śmierci opiekę nad schroniskiem objął jego najstarszy syn Heinz Müller. Niestety po 1945 roku obiekt przejęła firma ze Szczecina. Zostawili ten niechlubny znak obok tego schroniska. Długo będzie on świadczył o jego właścicielach. Porzucili ten obiekt w początkach lat 70-tych,na pastwę szabrowników i wandali. Niczym wykorzystaną dziewkę.

źródło tekstu i fotografii: dolny-śląsk.org.pl

Dzisiaj po schronisku Müllermaxbaude (jak też i całej osady Eulenburg) zostały niestety już tylko wspomnienia. I resztki murów przejmowane przez las.

 

 

Zosieńka

Przy zielonym szlaku prowadzącym od schroniska „Sowa” do Sokolca, około 100 metrów poniżej schroniska, znajduje się opuszczony budynek.

zosienka

Na ścianie budynku drewniana tablica z ciągle jeszcze widocznym napisem „Zosieńka”.

„Zosieńka” wraz ze schroniskiem „Sowa” oraz jeszcze jednym budynkiem pomiędzy nimi…

… są jedynym śladem zabudowy nieistniejącej już dzisiaj osady Eulenburg ( od roku 1888 Eulburg, Euldorfel, od roku 1945 Sowa).

 

Pod koniec lat czterdziestych XX wieku, nielicznie zachowane domostwa przejął Fundusz Wczasów Pracowniczych oferując aż do lat siedemdziesiątych wypoczynek dla pracowników socjalistycznych zakładów pracy z całej Polski oraz kolonie dla dzieci i młodzieży.

Domy wczasowe FWP otrzymały nowe nazwy: „Lucynka”, „Krysia”, „Grzybek” (dziś już te obiekty nie istnieją), „Marysieńka” (czyli dzisiejsze schronisko „Sowa”) oraz tytułowa „Zosieńka”.

Narciarski schron wojskowy na Wielkiej Sowie [zn.]

Przy niebieskim szlaku na Wielką Sowę od Przełęczy Walimskiej, trzysta metrów przed szczytem znajdują się ruiny budowli.

Są to pozostałości narciarskiego schronu wojskowego.

źródło mapy: deutschefotothek.de


W czasach Republiki Weimarskiej obszar górski zagospodarowywany przez SGV i pozostałe towarzystwa skupione w Federacji Towarzystw Górskich przy Sowie stał się wartościowym rejonem turystyczno-krajoznawczo-wczasowo-wypoczynkowym. Zaczął też nabierać znaczenia jako teren do uprawiania turystyki i sportów zimowych, przede wszystkim narciarstwa. I to właśnie doskonalenie umiejętności narciarskich było jednym z powodów, dla którego w 1924 roku dowództwo 7 pruskiego pułku piechoty zdecydowało się na budowę w Górach Sowich niewielkiego, wojskowego schroniska narciarskiego, które po zakończeniu sezonu zimowego miało służyć żołnierzom jako baza wypadowa do górskich wędrówek. Poszczególne pododdziały 7 pułku stacjonowały rozrzucone po całym Śląsku w: Jeleniej Górze, Wrocławiu, Kłodzku i Opolu, ale sztab regimentu i jego batalion szkoleniowy stanowiły część stałego garnizonu miasta Świdnicy. I dlatego w ramach lokalnego patriotyzmu Świdnickie Towarzystwo Górskie postanowiło wesprzeć materialnie budowę nowego schroniska. Inicjatywę poparło finansowo również kilku lokalnych przedsiębiorców. W zamian wojsko miało udostępniać obiekt cywilom i przyjmować także zwykłych turystów pod warunkiem jednak, że nie będzie to kolidowało z prowadzonym szkoleniem wojskowym. Schronisko postawiono poniżej szczytu Wielkiej Sowy na wysokości 980 metrów n.p.m. nieco powyżej miejsca zwanego Pański Kamień lub Trójpański Kamień (Dreiherrnstein) przy Cesarskiej Drodze (Kaiser Weg). Sam proces budowlany chyba nieco się przeciągał ponieważ pierwsi goście, którymi byli żołnierze z Opola pojawili się w stosunkowo dość małym schronisku dopiero w styczniu 1926 roku. Obiekt ten służył wiernie zarówno cywilnym turystom jak i żołnierzom co najmniej do roku 1944 i najprawdopodobniej został zniszczony dopiero po zakończeniu działań wojennych.

fragment tekstu oraz fotografia: mojemiasto.swidnica.pl


Kamienny krzyż na Wielkiej Sowie

Wielka Sowa – najwyższy szczyt Gór Sowich. Popularny i tłoczny o każdej porze roku.

Jest jednak jedno miejsce pół kilometra od szczytu, gdzie w ciągu roku podejrzewam, że zagląda może kilka osób…

… a w porze zimowej zapewne nikt.

Po raz pierwszy w życiu robiłem za przewodnika 🙂 Wspaniała grupa dobrych znajomych, jak się dowiedziała, że moim celem jest, kto wie, czy nie pierwsze zimowe dotarcie do tego miejsca, ochoczo postanowiła mi towarzyszyć.

Od niebieskiego szlaku mieliśmy do pokonania około dwieście metrów przez las w śniegu głębokim momentami po uda.

Celem był obiekt zaznaczony na mapie z 1937 roku – kamienny krzyż.

źródło mapy: deutschefotothek.de

Być przewodnikiem to zadanie odpowiedzialne, tym bardziej, że sam szedłem do tego miejsca pierwszy raz mając tylko koordynaty z powyższej mapy.
Po ‚dobrych’ kilku minutach przedzierania się w śniegu dotarliśmy do rowu trawersującego zbocze Wielkiej Sowy. Rów ten najprawdopodobniej służył dawniej do transportu ściętych drzew. Idąc wzdłuż rowu dostrzegamy krzyż (50°40’57.5″N 16°28’56.0″E).

I tak oto zimowa wyprawa do kamiennego krzyża na Wielkiej Sowie zakończyła się sukcesem 🙂

Niewiele można znaleźć informacji o tym krzyżu:

Stoi w tym miejscu od 1851 roku. Rok wcześniej na Wielkiej Sowie, wtedy Hohe Eule, zaginął czteroletni chłopiec. Ciało znaleźli prawdopodobnie pracujący w lesie drwale. Wkrótce postawiono kamienny krzyż z marmurową tablicą.

fragment tekstu: gorytajemnic.pl

Oczyściliśmy tablicę ze śniegu, niestety inskrypcje na niej są już ledwo widoczne i praktycznie nie do odczytania.

 

Wg znalezionej informacji, inskrypcja na krzyżu brzmi:

„Hier fand Seine frühen Todt

Carl Benjamin Grieger

4 Jahr alt ehel. Sohnlein des

C.Griegers in Fridrichsberg welcher

d.20 Mai 1856 verstorben ging u. des

sen- Gebeine d.17 Juni 1857 hier gefunden

Gewidmet Wüstewaltersdorf

d.19.Sept.1858.

źródło: T. Śnieżek „Pomniki, tablice pamiątkowe i słupki graniczne Parku Krajobrazowego Gór Sowich”


Kilka metrów od krzyża znajduje się kamień graniczny z 1764 roku. Niestety próby jego znalezienia poprzez kopanie w głębokim śniegu zakończyły się niepowodzeniem – tak więc jest okazja aby zawitać w te zapomniane miejsce kolejny raz jak już nie będzie śniegu.