Wzgórze na południe od wsi Sichów…

Na północnym krańcu Pogórza Kaczawskiego, w Parku Krajobrazowym Chełmy jest jedno ciekawe wzgórze. Znajduje się ono około kilometra na południe od wsi Sichów. (51°05’07.5″N, 16°03’00.5″E)

Już sam kształt wzgórza zobaczony na cieniowanej mapie terenu intryguje. Widać, że wierzchołek jest płaski a wzgórze otaczają kręgi zniwelowanego terenu, zapewne dawnych dróg.

źródło mapy: geoportal.gov.pl

Samo wzgórze jest bezimienne. Nie posiada swojej nazwy zarówno na mapach przedwojennych…

źródło mapy: mapire.eu

… jak i na współczesnych mapach topograficznych. Na części map turystycznych wzgórze jest oznaczane wg mnie błędną nazwą, ale o tym na koncu wpisu.

źródło mapy: geoportal.gov.pl

Na wzgórze prowadzi wyraźnie widoczna w terenie droga gruntowa.

Już z daleka widać, że wierzchołek wzgórza otacza coś w rodzaju kamiennego okręgu.

Ostatnie metry pokonuje się wchodząc na kamienne schody.

Sam szczyt to wypoziomowany teren w kształcie okręgu o kilkunastometrowej średnicy.

W 2004 roku na szczycie postawiono metalowy krzyż.

Ze wzgórza roztacza się ograniczony widok w kierunku północnym. Na pierwszym planie widać zabudowania wsi Sichów, w oddali dostrzec można część miasta Legnica.

Wracając do błędnego według mnie oznaczania nazwy tego wzgórza na niektórych mapach turystycznych. Otóż część z tych map nazywa to wzgórze jako ‚Góra Krzyżowa’ a sam wierzchołek jest zaznaczany jako ‚Cmentarzyk (Cmentarz, Grobowiec) Richthofenów’. Tu mam wątpliwości. Nazwa ‚Krzyżowa Góra’ na pewno dotyczy wzniesienia położonego niecały kilometr na północny-zachód. Natomiast czy sam cmentarz Richtofenów (ostatnich właścicieli pałacu we wsi Sichów) był faktycznie na szczycie wzgórza? Do końca nie jestem tego pewien. Na punkcie widokowym nie widać żadnych śladów dawnego cmentarza i myślę, że został on stworzony tylko dla podziwiania okolicy. Natomiast wydaje mi się, że oznaczany cmentarz może znajdować się gdzieś na stoku tego wzgórza i może jakieś jego ślady się zachowały. Takie jest moje zdanie jednak nie znalazłem na to na razie żadnych dowodów ani w internecie ani w terenie…


Mniszy Las w Chełmach

Park krajobrazowy „Chełmy” znajduje się na północno wschodnim skraju mezoregionu Sudetów zwanego Pogórzem Kaczawskim nieopodal miasta Jawor. Wzgórza „Chełmów” widoczne są doskonale z trasy S3, którą od czasu jej wybudowania praktycznie za każdym razem jeżdżę udając się w Sudety. Ostatnio przychodziło mi nawet na myśl, aby odwiedzić ponownie „Chełmy”, do których obecnie z domu mam nieco ponad godzinę drogi dzięki trasie S3. Ostatni raz byłem w tej okolicy w 2014 roku więc trochę czasu juz minęło.

W marcu 2020 roku dostałem wiadomość od mojego znajomego – Mariana Gabrowskiego. Przeczytałem ją z takim niedowierzaniem, że w „Chełmach” pojawiłem się w najbliższy wolny dzień.

W otrzymanej informacji mowa była o istniejących trzech kamieniach granicznych z XVI wieku na granicy obszaru oznaczonego na przedwojennych mapach jako Mönchewald (Mniszy Las). Było to dla mnie aż niewiarygodne, w żadnych znanych mi ‚tematycznych’ źródłach i w ogóle w całym internecie nie znalazłem absolutnie NIC na temat jakichkolwiek kamieni granicznych w tym rejonie. Po tym co zobaczyłem jak pojechałem na miejsce, nie potrafię zrozumieć jak przez dziesięciolecia było to znane praktycznie tylko kilku miejscowym osobom.


Mniszy Las zajmuje obszar Parku Krajobrazowego Chełmy pomiędzy wsiami Mięcinka, Sichów, Stanisławów i Pomocne. Powierzchnia Mniszego Lasu wynosi ponad 9 kilometrów kwadratowych.

źródło mapy: mapire.eu

Wspomniane trzy kamienie graniczne z XVI wieku znajdują się na południowej granicy Mniszego Lasu. Parkuję więc koło miejsca odpoczynku przy drodze Bogaczów – Pomocne i ruszam w teren. Wkraczam do Mniszego Lasu.

Lokalizacja pierwszego z kamieni znajduje się dokładnie w miejscu dawnego trójstyku granic administracyjnych (51°02’45.0″N, 16°03’44.0″E).

źródło mapy: mapire.eu

Po dotarciu na miejsce widzę kilka prostopadłościennych bloków. Wyglądają one na uszkodzony połamany kamienny słup.

Na ścianie jednego z fragmentów słupa od razu dostrzegam ryty, które były przyczyną mojego ‚pilnego’ przyjazdu.

Patrząc na ryty dosłownie zatkało mnie – widoczny jest pastorał, a ponad nim data 1541! Po prostu szok, po pierwsze data ta okazuje się najstarszą jaką widziałem na kamieniu granicznym w polskich Sudetach. Natomiast symbol pastorału jest dowodem, że był to znak graniczny opactwa! Dwie moje ulubione pieczenie (i to jakie) na jednym ogniu.

Dodam jedynie, że w czasach wykutej daty Mniszy Las należał do cystersów z Lubiąża.

Po przeciwnej stronie na tym samym fragmencie słupa znajduje się kilka wykuć. Jednym z nich jest cyfra ‚107’. Być może to numeracja granicy z późniejszych czasów.

Idę w kierunku drugiego z XVI-wiecznych kamieni granicznych. Ten odcinek pokonuję wzdłuż linii granicy Mniszego Lasu i widać, że granica oznaczona była ziemnym wgłębieniem terenu co było charakterystyczne w dawnych czasach szczególnie w przypadku ustalania granic spornych terenów.

Miejsce gdzie znajduje się drugi XVI-wieczny kamień graniczny (51°03’01.0″N, 16°04’18.0″E) na przedwojennej mapie jest po prostu w linii granicy. Nie znajduje się tutaj żaden trójstyk. Nie wiadomo mi więc, dlaczego akurat w tym miejscu go postawiono.

źródło mapy: mapire.eu

Kiedy dotarłem do kamienia, zatkało mnie po raz drugi. Kamień ten stoi w całości!

Właściwie mogę stwiedzić, że jest to kolumna graniczna. Sciany mają szerokość 40 cm (identycznie jak poprzedni uszkodzony kamień) a wysokość kolumny ma ponad 2 metry!

Na tym kamieniu wykuta data 1541 oraz pastorał są dużo bardziej wyraźne niż na uszkodzonym pierwszym kamieniu na trójstyku.

Do trzeciego kamienia idę szutrówką leśną przecinającą południowy stok wzgórza Dębnica – drugiego najwyższego wzniesienia w Chełmach (466m n.p.m.)

Na koniec odbijam od szutrówki i sto metrów dalej widzę trzecią kolumnę graniczną (51°03’14.0″N, 16°04’38.0″E). Według mapy, również tak jak poprzednia kolumna, postawiono ją po prostu na linii granicznej. Mapa jest z końca XIX-wieku, więc wydana została ponad 300 lat później niż postawione kolumny. Być może trzy wieki wcześniej był jakiś konkretny powód dlaczego akurat tutaj postawiono dwa zachowane kamienie graniczne takiej wielkości.

źródło mapy: mapire.eu

Na tej kolumnie wykuta data 1541 oraz pastorał są już mocno zatarte.

Na bocznej ścianie widać jakieś inne wykucia.

Nie spodziewałem się takiego rozpoczęcia 2021 roku podążania wdłuż linii dawnych granic. Po prostu muszę napisać – dla mnie to ‚petarda’. Musiałem poprawić kilka wpisów na blogu odnośnie znanych mi najstarszych znaków granicznych w polskich Sudetach. To co zobaczyłem pozwala mi mieć nadzieję, że to jeszcze nie koniec i że ciągle gdzieś w odległych ‚zakamarkach’, nieznanych albo znanych tylko nielicznym miejscowym, czekają jeszcze starsze niespodzianki.

Uzupełniam więc informacje o kolumnach granicznych z Mniszego Lasu w Chełmach w moim opracowaniu „Graniczne oznakowania opactw i zakonów w Sudetach”.
Sama data widoczna na kolumnach trafia natomiast do mojego zestawienia „Na kamieniach i skałach… – wehikuł czasu”.


Poszedłem jeszcze na północno-wschodnią granicę Mniszego Lasu powyżej niewielkiej wsi Bogaczów. Tutaj znajdują sie kolejne kamienie graniczne, juz nie tak okazałe jak trzy kolumny na południowej granicy. Na prawie dwukilometrowym odcinku, który przeszedłem charakterystyczne jest to, że linia granicy również i tutaj zaznaczona została widoczym wgłębieniem terenu.

Same kamienie graniczne, których naliczyłem kilkanaście są również ciekawe. Wykonane zostały one z tego samego materiału (chyba piaskowiec) co kolumny graniczne z datą i pastorałem. Wymiary kamieni wynoszą prawie 40x40cm czyli porównywalne, prócz wysokości z kolumnami.

Na wszystkich kamieniach ryt graniczny krzyża wykuty został przez całą długość i szerokość ściany czołowej. Co więcej ryt jest bardzo głęboki pomimo upływu czasu. Na podstawie podobnego sposobu wykucia granicznych krzyży, które dotychczas widziałem mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że te kamienie graniczne pochodzą również z XVI wieku. Jednak to tylko moja hipoteza.


Ogromne podziękowania dla Mariana Gabrowskiego za otrzymane informacje, bez których ten wpis by nie powstał.

Opracowanie Mariana Gabrowskiego na temat kamieni granicznych z Mniszego Lasu w Chełmach dostępne jest pod tym linkiem.


Okole – najwyższy punkt w Górach Kaczawskich (!)

30 lipca 2020 roku Główny Urząd Geodezji i Kartografii udostępnił za darmo pełne pliki danych pomiarowych Numerycznych Map Terenu.
Nie czekając, sciągnąłem dane obszaru góry Okole w Gorach Kaczawskich aby jednoznacznie (i mam nadzieję, że raz na zawsze) określić jaki jest najwyższy punkt na tej górze.

Na Okolu nigdy dotychczas nie byłem, więc temat jaką ten szczyt ma fizycznie wysokość w swoim najwyższym punkcie jest równocześnie pretekstem aby w końcu zaliczyć tę górę w 2020 roku. 🙂 Po dotarciu na nią, pierwsze kroki kieruję na taras widokowy aby popatrzeć na widoki w kierunku Karkonoszy.

Z tarasu widokowego widzę, że tematem do analizy rzeczywistej wysokości Okola będzie znajdująca się na szczycie skałka. Od razu widzę, że skałka jest wyższa niż poziom tarasu widokowego.

Dodam jeszcze, że powszechnie podawana wysokośc Okola – 714m n.p.m. jest z lokalizacji punktu geodezyjnego, który umiejscowiony został poniżej skałki. Z tej koty wysokościowej patrząc na skałkę jednoznacznie widać, że górze Okole ‚urwano’ dobrych kilka metrów wysokości.

Skałka ta nie znajduje się wsród roślinności co ułatwi mi zadanie interpretacji danych pomiarowych.

Krótkie objaśnienie jak tworzone są numeryczne mapy terenu. Są one wynikiem opracowania danych pochodzących z lotniczego skanowania laserowego (LiDAR) mających na celu wyznaczenie wysokości bezwzględnej zeskanowanych punktów. Każdy zeskanowany punkt otrzymuje klasyfikację zdefiniowaną jako: ‚punkty leżące na gruncie’, ‚punkty reprezentujące roślinność’, ‚punkty reprezentujące budynki’, ‚punkty z obszarów wielokrotnego pokrycia’, itd. Ze względu na olbrzymią ilość danych ze skanowania laserowego, klasyfikacja wszystkich punktów nadawana jest automatycznie z pomocą zdefiniowanych algorytmów przetwarzania danych LiDAR. Taka automatyzacja nadawania klasyfikacji danych może spowodować błędną ich interpretację.

Błędna interpretacja (zakwalifikowanie skały jako ‚roślinność’) miała juz miejsce w przypadku skały ‚Kaczęta’ na Szczelińcu Wielkim, która to skała jest jak się okazuje najwyższym punktem w Górach Stołowych.

IDENTYCZNA błędna interpretacja ma miejsce w danych pomiarowych Okola – skałka została zakwalifikowana jako ‚punkty reprezentujące roślinność’ a nie ‚punkty leżące na gruncie’! Widać to na wizualizacji danych pomiarowych – punkty reprezentujące skałkę są na zielono (roślinność) zamiast na brązowo (grunt):

Analiza danych pomiarowych obszaru gdzie znajduje się skałka pokazuje, że najwyższy punkt jest w koordynatach xy: 350805.45 276712.3 i wynosi – UWAGA: 725.13 metrów nad poziomem morza! Ponad dwa metry wyżej niż najwyższy punkt na Folwarcznej!

Na ortofotomapie w miejscu koordynatów xy najwyższego punktu na Okolu (centymetrowe niedokładności spozycjonowania xy, wynikające z rozdzielczości ortofotomapy można pominąć) jednoznacznie widać, że znajduje się tam skała:

źródło ortofotomapy: geoportal.gov.pl

Geoportal umozliwia odczytanie wysokości z numerycznych map terenu. W tym punkcie geoportal podaje wysokość 722.4m n.p.m., ale jest to wynikiem NIEZAKWALIFIKOWANIA skały na Okolu jako ‚miejsce leżące na gruncie’. Jestem tego już absolutnie pewien.

źródło ortofotomapy: geoportal.gov.pl

Na koniec panorama z Okola, z najwyższym punktem w Górach Kaczawskich na pierwszym planie. 🙂

Tak więc po raz kolejny musiałem pozmieniać kilka starych wpisów aby było w nich napisane:

Najwyższym punktem w Górach Kaczawskich jest skała na górze Okole (50°58’50.5″N, 15°49’04.5″E), której wysokość wynosi 725.13m n.p.m.

Co należało dowieść. 😀


przy zaporze w Pilchowicach…

Kiedy jadę w okolice Jeleniej Góry, zaglądam od czasu do czasu (a patrząc statystycznie – raz na kilka lat 🙂 ) nad Jezioro Pilchowickie. Ten sztuczny zbiornik wodny powstały w wyniku zbudowania na początku XX wieku zapory na rzece Bóbr, położony jest bardzo malowniczo na granicy dwóch mezoregionów Sudetów – Pogórza Izerskiego i Gór Kaczawskich.

Zatrzymując się na wiosnę 2019 roku, tym razem na trochę dłuższą chwilę przy zalewie, stwierdzam, że odkąd sięgam pamięcią, niec się tutaj nie zmienia…

Ten słup telefoniczny przy przystanku kolejowym Pilchowice-Zapora pamiętam za każdym razem jak tu byłem. Ciekawe jak długo się jeszcze uchowa.

Panorama spod stacji kolejowej na Karkonosze bez zmian. Jedyna różnica to widok całkiem sporych pól śnieżnych na północnych stokach pomimo, że jest koniec maja. No, ale śniegu w zimie 2019 roku trochę nasypało…

Wizytę na samej koronie zapory w Pilchowicach tym razem sobie odpuszczam. Przechodzę tylko obok. Przy okazji robię zdjęcia tajemniczemu drogowskazowi wykutemu na skale. Widziałem go już poprzednimi razy ale nigdy nie uwieczniłem go na zdjęciach.

Drogowskaz na skale nie ma żadnych oznaczeń, jedynie pokazuje dwa kierunki. Nie wygląda by był skuwany, wiec napisy, jeśli w przeszłości były, musiały być namalowane.

Drogowskaz ten nazwałem ‚tajemniczym’ gdyż nie wiadomo kiedy powstał i co na nim było. Zachowało się mnóstwo przedwojennych zdjęć zapory w Pilchowicach, na żadnym z nich nie uwieczniono jednak tego drogowskazu.

‚Najstarszy’ ślad drogowskazu odnajduję na jednym z forów internetowych poświęconemu Sudetom. Okazuje się, że w 1953 roku powstał filmowy reportaż – „Dolnośląska niedziela. Niedziela nad Jeziorem Pilchowickim” (Polska Kronika Filmowa 28/53) i na kadrach z tego filmu widać ten drogowskaz.

Nie widać jednak jednoznacznie na tym filmie, czy na drogowskazie były jakieś napisy (wg mnie chyba jednak w czasach kręcenia reportażu napisów nie było).


źródło zdjęć: kadry z PKF 28/53 – repozytorium.fn.org.pl

Niemniej jednak jest dowód, że drogowskaz na pewno istnieje od co najmniej od początku lat 50-tych XX wieku.

Mój cel jest oddalony kilkaset metrów od zapory w dole rzeki. Zapory w Pilchowicach ‚od dołu’ w XXI wieku jeszcze nie widziałem. Korzystam więc z okazji.

W oczy rzuca się od razu ‚kopiec’ z kamieni w nurcie rzeki. Te ułożone kamienie, są jak sięgam pamięcią też ‚od zawsze’. Zastanawia mnie czy w jakimś celu te kamienie tak umieszczono w tym miejscu.

Brzegi rzeki Bóbr są tutaj całkiem strome, próbuję odnaleźć jakies ciekawe miejsce widokowe na zaporę. Niestety najlepsze co znalazłem, to widok z jednej ze skałek zza drzew.

Ogranicznony widok nie przeszkadza jednak aby na tej skałce zaistalować ławeczkę.

Schodzę z powrotem w kierunku rzeki. Nachylenie zbocza jest całkiem strome.

I jeszcze raz widok z poziomu rzeki na zaporę i most, po którym niedawno przechodziłem.

Ścieżka prowadzi odcinkiem, który śmiało możnaby nazwać przełomem rzeki Bóbr. Na krótkich fragmentach ścieżka wciśnięta jest wręcz pomiędzy skałami a brzegiem rzeki. Nie spodziewałem się, że będzie tutaj aż tak sympatycznie. Dodam tylko, że przebiega tędy zielony szlak turystyczny zwany „Szlakiem Zamków Piastowskich” wspólnie z niebieskim szlakiem nazwanym „Sudecką Drogą św. Jakuba”.

W pewnym momencie zauważam pośród zarośli fragmenty kamiennego cokołu. Wygląda to na pozostałości jakiegoś pomnika.

Napisy na cokole są niestety nieczytelne.


Lokalni mieszkańcy przekazują sobie ustną historię jakoby w 1938 roku samolot Junkers należący do Luftwaffe rozbił się o skałę kilkaset metrów w dół rzeki od korony zapory. Przypuszcza się, że samolot leciał z kierunku wschodniego lub północno-wschodniego a do zdarzenia mogło dojść podczas próby awaryjnego lądowania (wodowania) na jeziorze Pilchowickim. W wypadku zginęło 8 osób. Katastrofa miała być upamiętniona pomnikiem. Być może to właśnie pozostałości tego pomnika, ale nie znalazłem żadnego potwierdzenia na tę hipotezę.

 

Skały nad brzegiem rzeki Bóbr stają się coraz wyższe.

Kilkadziesiąt metrów dalej od pozostałości pomnika napotykam kolejną ‚pamiątkę’. To ona jest celem mojej wyprawy (50°57’51.5″N, 15°38’18.0″E)

Celem tym jest zachowany wykuty na skale kilka metrów nad poziomem rzeki (i scieżki) pewien symbol niechlubnych czasów III Rzeszy – godło RAD.

„RAD” jest skrótem od słowa „Reichsarbeitsdienst” (Służba Pracy Rzeszy). RAD była masową organizacją przystosowania obywatelskiego i wojskowego młodzieży w III Rzeszy, która w trakcie II wojny światowej wykonywała funkcje pomocnicze wobec Wehrmachtu. Na skale nad rzeką Bóbr prócz godła RAD wykuto obok liczbę 103/1. Jest to numer pododdziału RAD, w tym przypadku był to okręg Hirschberg (Jelenia Góra).

Pozostaje pytanie, dlaczego godło RAD wykuto w tym miejscu? Nad godłem RAD wyryto rok 1938. W tym roku odnotowano powódź na rzece Bóbr – byc może godło na skale jest śladem po pracach wykonywanych przez pododdział w celu usuwania skutków tej powodzi poniżej zapory. Ale czy taka była przyczyna, że godło pojawiło się na skale w tym miejscu, to tylko moja hipoteza.

 

Miejsce to trafia do mojego zestawienia na blogu: „Na kamieniach i skałach… czasy III Rzeszy.

 


Informacje zawarte we wpisie w żaden sposób nie stanowią jakiegokolwiek wyrażania poglądów autora bloga a ich przedstawienie ma charakter ciekawostki historycznej.


 

Jerzmanice-Zdrój

Jerzmanice-Zdrój to miejscowość na Pogórzu Kaczawskim leżąca kilka kilometrów od Złotoryi w stronę Lwówka Śląskiego.

Z powodu budów i remontów dróg tak się złożyło ostatnimi czasy, że przejazd przez Jerzmanice-Zdrój był dla mnie jednym z najdogodniejszych w Sudety. Ale dopiero przejeżdżając za …nastym razem, trochę przypadkowo natknąłem się na małą perełkę znajdującą się tutaj.

A skoro już się zatrzymałem to skorzystałem z okazji by zobaczyć również ciekawostkę, o której wiedziałem wcześniej. Ale po kolei, najpierw perełka:



Skałka przy sklepie

W Jerzmanicach-Zdrój przy domu nr 21, w którym znajduje się sklep spożywczy stoi skałka z piaskowca (51°06’47.0″N, 15°53’14.5″E).

Na skałce widać rzeźbienia. Są to trzy płaskorzeźby. Co one przedstawiają nie jest ustalone jednoznacznie do dzisiaj.


Najbardziej zachowana płaskorzeźba przedstawia najprawdopodobniej Wolfganga von Bock, książęcego radcę i kanclerza Fryderyka II Legnickiego.

Na górze płaskorzeźby widoczna jest wyryta data – ‚1550’. Jeśli płaskorzeźba przedstawia Wolfganga Bock, to zmarł on własnie w roku 1550, czyli byłoby logiczne powiązanie daty i płaskorzeźby.

Co więcej, jeśli założyć, że to co znajduje się na tej skale jest formą skalnych rytów na otwartej przestrzeni, to wyryta data jest jednym z najstarszych datowanych naskalnych rytów w polskich Sudetach (przynajmniej z tych jakie znam).


Druga z płaskorzeźb znajduje się na lewym krańcu skałki. Zarysy są dzisiaj już ledwo widoczne, dodatkowo przysłonięte rosnącymi (2017 rok) iglakami. Mówi się, że ta płaskorzeźba przedstawia księcia legnickiego Fryderyka II.


Trzecia płaskorzeźba jest również przysłonięta iglakiem.

Tutaj praktycznie to co wyryto jest już nierozpoznawalne. Mówi się, że ta płaskorzeźba przedstawia medalion z głową kobiety.

Kiedy po powrocie do domu przyglądałem się uważnie zrobionym zdjęciom zauważyłem nad sfotografowanym medalionem jeden szczegół, który wcześniej (wszystko przez rosnące iglaki, które kłuły) umknął mi uwadze. Otóż nad medalionem wyryte są cyfry – 1 5 5.

Kształt rytów cyfr, szczególnie cyfry 5 jest charakterystyczny dla XVI-wieku, na zdjęciu jednak widzę tylko pierwsze trzy cyfry poza tym moje zdjęcie jest trochę niewyraźne. Ponieważ, jak wspomniałem przejeżdżam przez Jerzmanice-Zdrój dość często, następnym razem zatrzymuje się, aby specjalnie przyjrzeć się rytom nad medalionem. Wyryte są trzy znaki.

 

Pierwszy znak to albo cyfra ‚1’ albo litera ‚J’. Następne dwie to albo cyfry ‚5’ albo litery ‚S’…

Zakładając, że są to cyfry nad medalionem (ich styl rytu jest typowy dla XVI wieku) to mogłyby one oznaczać również datę (rok) – zbieżną z datą na pierwszej płaskorzeźbie (tysiąc pięćset pięćdziesiąty … któryś) – jeśli tak, to pytanie co się stało z czwartą cyfrą daty? Przyglądając się skale nie widać aby czwarta cyfra była później na przykład skuta bądź się starła. Może to tylko zbieg okoliczności związku tych trzech cyfr z datą ‚1550’ obok nad płaskorzeźbą. A może to po prostu inicjały ‚J S S’?

 


Wiszące tory

Jerzmanice-Zdrój posiadają również jedną ciekawostkę pewnie też unikalną w skali co najmniej regionu. Są to wiszące tory kolejowe na nieczynnej (co oczywiste) linii kolejowej Złotoryja-Lwówek Śląski. Owe wiszące tory znajdują się nad brzegiem rzeki Kaczawy tuż za mostem kolejowym nad tą rzeczką (51°06’36.0″N, 15°53’13.5″E)

Niestety przejście tym mostem uważałem za zbyt ryzykowne, a nie znalazłem innej alternatywy aby w krótkim czasie dotrzeć i zobaczyć wiszące tory z bliska.

Jedynie musiałem się zadowolić zobaczeniem fragmentu wiszących torów z daleka, z drugiej strony rzeki. Poniżej to co było widać pośród ogromnej ilości zarośli.

Wiszące tory są skutkiem podmycia skarpy przez wysokie stany wód Kaczawy. Mówi się, że ten proces miał swój początek w czasie powodzi w 1997 roku.