Chinatown w Skalnym Mieście

Patrząc z perspektywy całego minionego 2019 roku była to dla mnie chyba najtrudniejsza wyprawa. Z relacją na blogu o niej też było cieżko, bo zabrałem się do pisania dopiero po ponad siedmiu miesiącach.

Rzecz dotyczy Skalnego Miasta w Czechach (czyli rejonu Adršpašsko-teplické skály), a dokładniej przebiegającej przez nie granicy administracyjnej. Tak się złożyło (o czym będzie poniżej), że moja wyprawa objęła jedynie wschodnią część odcinka tej granicy w okolicy góry zwanej „Kraví hora”.

źródło mapy: geoportal.gov.cz

Pisząc tę relację miałem cały czas w głowie jedno skojarzenie: w każdym dużym mieście są dzielnice. W jednych dzielnicach spotyka się tylu turystów, że ledwo można przejść taki tłum. Natomiast do niektórych dzielnic nie zaglądają nawet miejscowi, bo się można zgubić 🙂 Podobnie jest ze Skalnym Miastem – rejon Ardszpachu oraz Teplickich Skał to taki turystyczny „Manhattan”. Z kolei rejon, w który się zapuściłem na granicę, to typowy „Chinatown”, czyli jeden skręt nie w tę stronę i nie wiesz gdzie jesteś 🙂

Trzeba napisać na pewno – żadne technologiczne nowinki w stylu GPS czy wyświetlana lokalizacja na mapie w smartonie w skalnym nieznanym labiryncie zupełnie nie zdają egzaminu. Tutaj 2-3 metry (czyli dokładność odczytu GPS) ROBI RÓŻNICĘ. Może się okazać, że pokazywana w ramach błędu dokładności lokalizacja GPS to sąsiedni korytarz w skałach lub miejsce znajdujące się kilka metrów pionowo w górę lub co gorsza w dół…
Do orientacji w takich warunkach pozostało więc tylko sprawdzone od wieków urządzenie – kompas oraz dobrze opisana zawczasu marszruta drogi wraz z dokładną mapą.

Na podążanie wzdłuż granicy w Skalnym Mieście oparłem się o XIX-wieczną mapę katastralną, na której prócz przebiegu granicy opisano poszczególne znaki graniczne. Według tej mapy znaki graniczne posiadały numerację malejącą patrząc w kierunku, którym zamierzałem iść.

źródło mapy: archivnimapy.cuzk.cz

 

Wejście na granicę rozpoczynam w miejscu, gdzie przecina ona asfaltową drogę łączącą miejscowość Teplice nad Metuji z osadą Skály. Tuz przy drodze, dokładnie naprzeciw pomnika upamiętniającego jej budowę widzę pierwszy słupek graniczny. Według oznaczeń na mapie katastralnej powinien miec on numer 112, jednak żadnych oznaczeń cyfrowych na nim nie widzę.

Czeka mnie teraz prawie stumetrowa stroma wspinka pod górę. Następny znak graniczny dostrzegam dopiero pod sam koniec podchodzenia na wierzchowinę. Na głazie widoczny jest wykuty krzyż, numer 105 (który się zgadza z mapą katastralną) oraz dwa monogramy.

Uprzedzając fakty, owe monogramy będę napotykał praktycznie na każdym kolejnym napotkanym znaku granicznym. Pierwszy z monogramów – „B” był skrótem od Bishofstein (obecnie Skály). Drugi monogram jest natomiast w postaci liter „VW” – Unter Wekelsdorf (dzisiaj Dolní Teplice). Na niektórych znakach granicznych widnieje również samo „W” – Wekelsdorf (Teplice). Monogram miejscowości wykuwano po tej stronie krzyża granicznego, po której należał do tej miejscowości teren.

Nazwy miejscowości wykutych w postaci monogramów na znakach granicznych można znaleźć umieszczone na mapach, na których wyrysowano wspomnianą granicę:

źródło mapy: archivnimapy.cuzk.cz

Z miejsca przy kamieniu nr 105 odsłonił się widok w kierunku góry Ostaš i dalej na Szczeliniec Mały i Wielki.

Zaczęły się pierwsze skały. Po przejściu kilkudziesięciu metrów teren okazał się nie do przebycia. Dodatkowo nie zauważam żadnych znaków granicznych, które są moimi punktami odniesienia. Postanawiam wycofać się w powrotem do punktu startu, i pójść dalej nieznakowaną drogą leśną, którą juz wczesniej znałem w stronę szczytu „Kraví hora” nieopodal dochodzącego do niego zielonego szlaku turystycznego (50°34’59.5″N, 16°8’53.5″E). Według mapy katastralnej powinien znajdować się tutaj znak graniczny nr 100 a w dalszej części przejścia wzdłuż granicy powinna mi towarzyszyć dwucyfrowa numeracja znaków granicznych.


źródło mapy: archivnimapy.cuzk.cz

Z odnalezieniem znaku granicznego nr 100 nie mam żadnych problemów. Kamienny krzyż wykuty na tym głazie granicznym został bowiem pomalowany jaskrawą farbą.

Prócz krzyża i nr 100 widać znane już mi monogramy „B” oraz „VW”.

Od znaku z numerem 100 zapuszczam się „w nieznane”. Kolejny napotkany znak graniczny na sporym głazie ma wg mapy numer 95.

Monogramy „B” i „W” są na nim ledwo widoczne. Cyfry 95 nie dostrzegam.

Następuje chwila błądzenia ale w końcu docieram do znaku nr 91 na skale. Przy skale pojawia się ścieżka! Ciekawe na jak długo…

Po chwili widzę w chaszczach znak nr 90…

Idzie się w miarę wygodnie, nie jest (jeszcze) tak źle.

Mijam numer 89 a po nim…

… pojawia się skalny labirynt i zaczynają się schody. Dosłownie! Okazuje się, że w tym skalnym terenie ścieżka wzdłuż granicy została wytyczona tak, że niektóre trudniejsze przejścia przez skały mają specjalne wykute skalne stopnie. Tak jest przynajmniej na odcinku do następnego napotkanego znaku granicznego.

Przy znaku nr 87 przeciskam się przez wąski skalny korytarz.

Po serii zakrętów w labiryncie skalnych korytarzy kompas kieruje mnie na moment na górę labiryntu. Widzę znak 85, jestem więc ciągle na trasie.

Znowu zaczynają się schody…

… po nich korytarz w labiryncie i znowu schody…

… i tak kilka razy: korytarz-schody.

Gdzie ja jestem? O widocznej ścieżce mogę już zapomnieć.

Znak graniczny nr 82 na skale! Ufff 🙂

I po chwili znak nr 81

Znowu labirynt.

Długo znowu nie dostrzegam znaków granicznych, zaczynam się niepokoić. Kolejny numer, kótry mijam to 77. Oznacza to że trzy znaki graniczne gdzieś ‚zapodziałem’ po drodze…

Przechodzę obok wykutej przez kogoś ‚pamiątki’ z 1888 roku.

Schodzę kamiennymi schodkami na dół do dość szerokiej przestrzeni pośród skalnych ścian…

… i w tym momencie następuje KONIEC mojej wędrówki po granicy w Skalnym Mieście. Jestem gdzieś pośrodku skalnego „Chinatown”. Dalszą część granicy kompass wskazuje mi w kierunku skalnej ściany. W żadnym wypadku nie jestem w stanie podążać bezpośrednio, próby okrążenia powodują, że tylko się oddalam od granicy.

Od szczytu „Kraví hora” przeszedłem nieco ponad kilometr. Patrzę na zegarek – przejście tego kilometra w skalnym labiryncie dotychczas zajęło mi prawie 2 godziny. Nie podejmuję dalszego ryzyka i decyduję się na powrót drogą, którą przyszedłem. Niby trasę powrotną już znałem ale potwierdziła się reguła, że ta sama droga w skałach wygląda zupełnie inaczej jak się nią idzie w odwrotnym kierunku. W związku z tym ze dwa razy się pomyliłem i poszedłem nie w tą ‚uliczkę’ co trzeba. I tak kilometrowy powrót zajął mi prawie godzinę.

Dostałem kiedyś informację, że na przejście całego ponad 2 kilometrowego odcinka granicy w Skalnym Mieście należy zarezerwować sobie cały dzień. Po moich doświadczeniach stwierdzam, że nie ma w tym ani grama przesady – idąc pierwszy raz trzeba się z tym liczyć. Jestem ciągle ciekaw dalszego niepoznanego fragmentu granicy w Skalnym Mieście. Mam nadzieję powrócić tutaj i spróbować ‚zaatakować’ ten skalny Chinatown od drugiej strony granicy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s